Cierpliwość do pracy za 5zło na godzinę już mi się kończy. A dzisiaj chyba mnie szefowa przekonała, że to nie jest to, co chciałabym robić. Zadzwoniła do mnie B., która dzisiaj pracowała, że szefowej nie podoba się tarta, którą wczoraj zrobiłam i muszę za nią zapłacić (na szczęście tylko połowę). B. chciała mi powiedzieć, żebym sobie w takim razie to ciasto wzięła, skoro mają je wyrzucić, a chodzi tylko o względy estetyczne. Ale nie będę tracić czasu, żeby pojechać po obrzydliwe ciasto z kremem z proszku (i z żelatyną, ble), z którego jadalne są tylko owoce. Ale się tym wku. Szczególnie, że szefowa to ciasto musiała widzieć wczoraj i nic nie mówiła. Zastanawiające. A ja jestem 36zło w plecy, czyli więcej niż zarabiam na jednej zmianie!!!
To kolejna kropelka, która powoduje, że coraz mniej chce mi się tam chodzić. Problem w tym, że ciężko jest znaleźć pracę, w której szef wymaga od siebie tak samo dużo, jak od pracowników, a do tego traktuje ich poważnie i płaci tyle, żeby starczyło na coś więcej niż waciki. Zastanawiam się nad napisaniem do Państwowej Inspekcji Pracy, nie w sprawie tarty oczywiście, tylko ogólnie warunków zatrudnienia w Afryce. Dostrzegłam chyba drugie znaczenie tej nazwy...
A najlepsze, że planując sobie zmianę pracy w okolicy marca, po odbębnieniu praktyk z logopedii, podpisałam umowę, która zawiera taki punkcik, że jak się zwolnię przed upływem pół roku, to muszę zwrócić koszty szkolenia w kwocie umownej 300zło. To prawie pół mojej pensji. Ale to chyba nie tak dużo za uwolnienie się od dość toksycznej szefowej...
Poza tym zaczęłam praktyki w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w mordorze. Teraz gdzie się nie ruszę, słyszę jakieś wady wymowy. Generalnie nudno jest jak się siedzi po 10h w poradni, ale czasem jedno dziecko powoduje, że chce mi się śmiać jeszcze kilka godzin :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz