Już ponad 2 miesiące nie muszę wstawać o 6:15 i jeździć autobusem na drugi koniec miasta. I to zdecydowanie plus. Minus jest taki, że znów dorwała mnie jakaś depresja i chodzę cały dzień w piżamie. Nawet kot już chyba nie może na to patrzeć i dzisiaj zafundował mi kilkadziesiąt minut felinoterapii. Za to jutro muszę się z lekka wystroić, bo czeka mnie kolejna rozmowa o pracę. Mam nadzieję, że tym razem nikt nie będzie się upierał przy tym, że w węgierskim jest 18 przypadków (sporo, jak na język niefleksyjny). Ale już się boję tych wszystkich durnych pytań. Mam nadzieję, że nie zapytają, co takiego fajnego jest w ich firmie, że chcę akurat tam pracować, bo nawet nie pamiętałam, że wysłałam tam CV. Musiałam grzebać w wysłanych mailach, żeby w ogóle wiedzieć, o co chodzi.
Są i miłe niespodzianki - po 3 miesiącach odezwał się naczelny "Pana Slawisty", mają niezłą obsuwę, ale recenzja "Białej gorączki" się ukaże. A ja mam pomysł na kolejny tytuł do recenzowania - "Piaskowa Góra" :)
28 grudnia 2009
12 listopada 2009
żegnaj, wałbrzyski PUPie
Przestałam być bezrobotną w Wałbrzychu, za to w ciągu tygodnia muszę stać się bezrobotną we Wrocławiu. Cieszę się tylko, że już nie będę musiała chodzić do mojego ulubionego urzędu i spotykać na korytarzach reprezentantów miejscowej ludności. Ale we wro pewnie wcale nie jest lepiej, w końcu to urząd pracy ;) Ciekawe, czy tam też panie WYŁANCZAJĄ bezrobotnych z ewidencji. Do tego trafiłam na nowo zatrudnioną panią, która nie bardzo się orientowała, co i jak ma zrobić, więc postałam sobie w jej pokoju nieco dłużej niż zwykle. Ale to już ostatni raz.
Specjalistką od skanowania dokumentów jednak nie zostałam, ale wróciła szansa na pracę w urzędzie marszałkowskim. Staż pracy przestał się dla nich liczyć i teraz spełniam wymagania formalne, czyli mam szanse, że mnie zatrudnią. Ekstra. Szczególnie mnie cieszy perspektywa jeżdżenia "A" co rano w okolicach 7:00.
Specjalistką od skanowania dokumentów jednak nie zostałam, ale wróciła szansa na pracę w urzędzie marszałkowskim. Staż pracy przestał się dla nich liczyć i teraz spełniam wymagania formalne, czyli mam szanse, że mnie zatrudnią. Ekstra. Szczególnie mnie cieszy perspektywa jeżdżenia "A" co rano w okolicach 7:00.
2 listopada 2009
scanning clerk
No to się odezwali. Idę jutro na rozmowę kwalifikacyjną do agencji rekrutacyjnej. Nazwa stanowiska jak w tytule, brzmi tajemniczo, gdyby nie opis tej roboty, to sama nie wiedziałabym, o co cho. A to tylko skanowanie i weryfikacja dokumentów. Pani z agencji przez telefon sprawdziła mój angielski, co nie było dla mnie takie łatwe, bo właśnie mnie obudziła, kota zresztą też... Rozmowa pewnie będzie warta opisania ;) Mam nadzieję, że tym razem nikt się nie będzie upierał, że węgierski ma 18 przypadków (jeszcze raz podkreślę, dla niewtajemniczonych, że przypadek to kategoria fleksyjna i występuje w językach fleksyjnych, do których węgierski się nie zalicza, bo jest językiem aglutynacyjnym) ani nie będzie mi wpierał, że użycie dwóch imion w CV to jakaś przesada (z moim nazwiskiem? już raz mnie szykanowali w bibliotece za nie moje długi).
30 października 2009
Wyspałam się już i teraz nieco się nudzę. Wysłałam kilka, może kilkanaście CV. Jak dotąd nikt się nie odezwał. Nawet na praktyki w najbliższym czasie nie ma szans, bo po ostatnim zjeździe wolnych terminów nie ma chyba do końca roku... Bajdyłej, polecam dobrze przemyśleć studia na kierunku, na którym można spotkać wielu nauczycieli (w roli studentów, rzecz jasna). Są po prostu okropni, bardzo niekultu krótko mówiąc. Przynajmniej ci na logopedii.
A w ogóle to widziałam swoją krtań od środka ;)
A w ogóle to widziałam swoją krtań od środka ;)
17 października 2009
bezrobocie
W piątek spałam do 11:00, śniadanie zjadłam gdzieś tak koło 13:00, a ubrałam się w okolicach 15:00. Lubię :)
Chyba powinnam zmienić nazwę bloga, ale po co? Na razie nie będę się nudzić w pracy z powodów oczywistych. Będę za to intensywnie przeglądać różne ogłoszenia, a one są często tak durne, że aż fascynujące. Totalny przerost formy nad treścią, jak w teczkach po SB. Najlepsza ta mania wymagania listów motywacyjnych na każde stanowisko. Ciekawe, co ma napisać kandydat na pracownika firmy sprzątającej biura? Że od dziecka uwielbiał ścieranie kurzu, że dźwięk odkurzacza jest najsłodszą muzyką dla jego uszu a wyrzucanie śmieci to jego hobby i chciałby dalej rozwijać tę pasję?? Żenada. W ogóle listy motywacyjne ssą. Nigdy nie wiem, co tam właściwie napisać i jeszcze z żadnego nie byłam zadowolona. Jak widać żaden potencjalny pracodawca też nie... Trzeba się było porządnie zastanowić nad wyborem kierunku studiów, to może by mi lepiej szło szukanie. A ja dopiero po 6 latach od matury wpadłam na w miarę sensowny pomysł na zarabianie na chleb. Szkoda tylko, że to wymaga jeszcze 3 lat nauki.
Chyba powinnam zmienić nazwę bloga, ale po co? Na razie nie będę się nudzić w pracy z powodów oczywistych. Będę za to intensywnie przeglądać różne ogłoszenia, a one są często tak durne, że aż fascynujące. Totalny przerost formy nad treścią, jak w teczkach po SB. Najlepsza ta mania wymagania listów motywacyjnych na każde stanowisko. Ciekawe, co ma napisać kandydat na pracownika firmy sprzątającej biura? Że od dziecka uwielbiał ścieranie kurzu, że dźwięk odkurzacza jest najsłodszą muzyką dla jego uszu a wyrzucanie śmieci to jego hobby i chciałby dalej rozwijać tę pasję?? Żenada. W ogóle listy motywacyjne ssą. Nigdy nie wiem, co tam właściwie napisać i jeszcze z żadnego nie byłam zadowolona. Jak widać żaden potencjalny pracodawca też nie... Trzeba się było porządnie zastanowić nad wyborem kierunku studiów, to może by mi lepiej szło szukanie. A ja dopiero po 6 latach od matury wpadłam na w miarę sensowny pomysł na zarabianie na chleb. Szkoda tylko, że to wymaga jeszcze 3 lat nauki.
15 października 2009
this is the end ;)
Po prostu koniec stażu! Jakiś podejrzanie dobry nastrój dzisiaj mam, aż normalnie przyniosłam do roboty cukierki na pożegnanie ;) Nawet "ciekawa" podróż do roboty mnie dzisiaj nie zdenerwowała za bardzo. Ale swoją drogą mogliby naprawić światła na Powstańców Śl. albo chociaż postawić tam jakiegoś Grubego Wieśka, żeby pomachał rękami i pokazał, kto ma stać, a kto jechać, bo dzisiejszy wynik był doprawdy imponujący - 3 przystanki w 35 minut. A że do pracy mam 15 przystanków, to sobie wyobraźcie...
Za to jutro mogę sobie spać, ile mi się podoba :)))
PS Dostałam prezencik na koniec stażu - korale. Nawet całkiem ładne ;)
Za to jutro mogę sobie spać, ile mi się podoba :)))
PS Dostałam prezencik na koniec stażu - korale. Nawet całkiem ładne ;)
13 października 2009
trochę cierpliwości kupię. pilne
Do końca zostało mi niecałe 3 dni, ale jak wiadomo - końcówa wchodzi najgorzej. Szefowa na urlopie, więc koleżanki Sekretarki nie mają za dużo roboty i w związku z tym przeglądają gazety, internet i inne tam takie. Wszystko by było ok, gdyby nie ich komentarze. Szczególnie te dotyczące konferencji i wystawy organizowanej przez IPN w przyszłym tygodniu. Konferencja o kontrkulturze, a to dla koleżanek temat zupełnie obcy, jak się okazuje. No i te komentarze... Tragedia. Szczególnie te dotyczące Pomarańczowej Alternatywy. A ja tak sobie myślę, że jak się odpowiednio wcześnie zwlokę z wyra, to się chyba wybiorę posłuchać o punk-rocku (nie wiem, od kiedy to się po polsku pisze z myślnikiem, ale właśnie tak jest napisane w programie), jest też coś o ekologii, hippisach i Ruchu Wolność i Pokój. Tylko jak tu dotrzeć na 9:00 do Ossolineum, kiedy już się nie pracuje i nie trzeba wstawać przed świtem?
Dzisiaj porcji gramatyki alternatywnej nie mam, ale obiecuję poprawę.
Dzisiaj porcji gramatyki alternatywnej nie mam, ale obiecuję poprawę.
6 października 2009
jesień
czyli wstawanie do roboty jest jeszcze trudniejsze niż dotąd. Masakra. Całkiem ciemno, zimno i pada. I tłum w autobusie, bo tu tramwaje są priorytetem i tylko one jeżdżą częściej (tj. 5x na godzinę) w czasie tzw. "porannego szczytu". Ale do ipeenu nie jeżdżą tramwaje, więc teraz mam problem z wsiadaniem i spóźniam się jakieś 20 min do pracy. Ale wisi mi to, bo już się nie mam po co starać być dobrym pracownikiem. Ostatnio jestem totalną symulantką-bumelantką. Staż się kończy 15.10., w pracy muszę odsiedzieć jeszcze 5 dni (mam 2 dni urlopu, hurra!), a opinię do PUP mam już w teczce, z podpisem Szefowej. Pisałam ją sama, więc zawiera same komplementy ;)
Nie wiem, czy z "faktem" cokolwiek się uda, innej pracy też nie mam w perspektywie. Mam za to 50h praktyk z logopedii do zaliczenia w tym roku i chyba tym się zajmę w najbliższym czasie. Będę podsłuchiwać dzieci w przedszkolu ;) A potem wyższa szkoła jazdy - ośrodek dla dzieci autystycznych. Chyba jednak wolę te dzieci niż "koleżanki " z biura. Obawiam się tylko hałasu...
A poza tym jest się czym pochwalić - moja praca mgr zostanie wydana jako e-book :) Będzie kosztować całe 20zł i mam nadzieję, że kupi ją ktoś więcej niż mama. I może mama S. ;)
A tymczasem kolejna porcja "mądrości" SB: " X jest inspektorem ds. uczni w szkole rolniczej", "Y jest człowiekiem dobrym w każdą stronę", "Z dokonuje awantur w barze >Sarenka<, " XY jest jego kolegą ze studi na jednej z uczelń wyższych".
Nie wiem, czy z "faktem" cokolwiek się uda, innej pracy też nie mam w perspektywie. Mam za to 50h praktyk z logopedii do zaliczenia w tym roku i chyba tym się zajmę w najbliższym czasie. Będę podsłuchiwać dzieci w przedszkolu ;) A potem wyższa szkoła jazdy - ośrodek dla dzieci autystycznych. Chyba jednak wolę te dzieci niż "koleżanki " z biura. Obawiam się tylko hałasu...
A poza tym jest się czym pochwalić - moja praca mgr zostanie wydana jako e-book :) Będzie kosztować całe 20zł i mam nadzieję, że kupi ją ktoś więcej niż mama. I może mama S. ;)
A tymczasem kolejna porcja "mądrości" SB: " X jest inspektorem ds. uczni w szkole rolniczej", "Y jest człowiekiem dobrym w każdą stronę", "Z dokonuje awantur w barze >Sarenka<, " XY jest jego kolegą ze studi na jednej z uczelń wyższych".
23 września 2009
wieje nudą
czyli bez większych zmian. Ale już zaczynam odliczać dni do końca (dokładnie 21), szczególnie, że pojawiła się całkiem interesująca propozycja stażu w redakcji najbardziej poczytnego dziennika w PL :D W "fakcie" na pewno jest ciekawiej niż tu, tylko co z tego wyjdzie? Na razie zostałam pouczona, żeby nie mówić naczelnemu, że skończyłam krytykę literacką, bo co za dużo to niezdrowo, wiadomo. Po co w takiej gazecie krytyczka literacka? Zajrzałam sobie dzisiaj na stronę tego pisma i pomyślałam, że nigdy mi specjalnie nie szło pisanie opowiadań fantastycznych, ale o ludziach-drzewach czy mewach porywających pieski mogłabym pisać. Byle by w redakcji posługiwano się językiem polskim, a nie polskopodobym...
Trochę boli mnie ząb i wykorzystuję ten fakt do usprawiedliwienia tego, że prawie wcale nie odzywam się do Sekretarek ;) i skupiam się na robocie. Tym razem mam nawet ciekawą porcję teczek do przejrzenia, ciekawych szczególnie językowo. Ja bym nie wpadła na tak zawiłą konstrukcję gramatyczną jak "TW nie pisze informacji osobiście, z powodu iż w szkole uczył się po niemiecku i posiada kłopoty w pisowni po polsku", znacznie bardziej wyrafinowane niż pospolicie występująca w aktach "dalsza kontynuacja współpracy", prawda? Zauważam, że funkcjonariusze SB uwielbiali takie tautologie. Ale i tak mistrzynią tygodnia została TW donosząca o "korpotażu" ulotek. Co lepsze kwiatki staram się notować, ale notatki lubią zaginąć, dlatego niektóre chyba będę zapisywać na blogu ;)
Trochę boli mnie ząb i wykorzystuję ten fakt do usprawiedliwienia tego, że prawie wcale nie odzywam się do Sekretarek ;) i skupiam się na robocie. Tym razem mam nawet ciekawą porcję teczek do przejrzenia, ciekawych szczególnie językowo. Ja bym nie wpadła na tak zawiłą konstrukcję gramatyczną jak "TW nie pisze informacji osobiście, z powodu iż w szkole uczył się po niemiecku i posiada kłopoty w pisowni po polsku", znacznie bardziej wyrafinowane niż pospolicie występująca w aktach "dalsza kontynuacja współpracy", prawda? Zauważam, że funkcjonariusze SB uwielbiali takie tautologie. Ale i tak mistrzynią tygodnia została TW donosząca o "korpotażu" ulotek. Co lepsze kwiatki staram się notować, ale notatki lubią zaginąć, dlatego niektóre chyba będę zapisywać na blogu ;)
17 września 2009
czechofobia
Przed kilkoma minutami w radiu puścili jakiegoś ministra z Czech (pewnie o tarczy...) i było go słuchać w oryginale, zanim włączył się tłumacz czy tam czytający newsy. To sprowokowało Sekretarki do rozmowy o Czechach i języku czeskim. A to z kolei mnie zirytowało. Bo dla nich Czesi to Niemcy mówiący po słowiańsku, a czeski jest językiem "do niczego". Spytałam, w czym jest więc gorszy od polskiego. Odpowiedzi brak. Sekretarka Starsza myślała, że Kundera nazywa się Milos i już nie żyje. O Hrabalu nic. Nie znają czeskiej literatury czy filmu ani trochę (no, chyba, że mówimy o Kreciku), ale krytykują zawzięcie. Aż mi się czeskie geny obudziły. Jako czechofilka i niedoszła studentka bohemistyki mówię stanowczo - dost!
16 września 2009
niekasuj.pl
Taki link dostałam wczoraj od Zo. I chyba się przyłączę, tylko nie wiem, kto chce ze mną założyć fundusz na ewentualne mandaty. Jacyś chętni? Komunikacja miejska we wro jest okropna. Ledwo mieszczę się do autobusu rano, teraz już nie ma znaczenia, czy wstanę wcześniej i nie spóźnię się do roboty, ale będę stała w ścisku przez pół godziny, czy wstanę kwadrans później, pojadę większym autobusem w nieco mniejszym tłumie, ale będę w biurze 5-10 min po czasie. Niestety na rower dla mnie trochę za daleko - prawie 9 km w jedną stronę. Kontrolerów jeszcze nie widziałam na mojej trasie, więc chyba faktycznie nie ma sensu kasować biletów.
A poza tym wstawanie o 6:15 robi się coraz bardziej koszmarne, bo już nie jest jasno i słonecznie, kiedy dzwoni budzik. Jest ciemno. Mam wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej :( I zimno w pokoju. Jednak 45-centymetrowe ściany robią swoje.
A dzisiaj po drodze do pracy, jak już udało mi się usiąść, włączyłam radio w komórze, a tam prof. Miodek we własnej osobie :) zdaje się, że to jakiś cykl, więc rano chyba przerzucę się z mp3 ma radio roxy.
A w pracy bez zmian, Sekretarka Młodsza wróciła z urlopu i ciągle marudzi o swojej pracy mgr, którą pisała przez 2 tyg. Mam nadzieję, że ani razu nie napisała tam o "Księdze hendrykowskiej", bo właśnie tak o niej mówi, a to chyba podstawowe źródło w jej magisterce ;) Co za tupet - żeby tak przekręcać księgę zawierającą pierwsze polskie zdanie! :D
A poza tym wstawanie o 6:15 robi się coraz bardziej koszmarne, bo już nie jest jasno i słonecznie, kiedy dzwoni budzik. Jest ciemno. Mam wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej :( I zimno w pokoju. Jednak 45-centymetrowe ściany robią swoje.
A dzisiaj po drodze do pracy, jak już udało mi się usiąść, włączyłam radio w komórze, a tam prof. Miodek we własnej osobie :) zdaje się, że to jakiś cykl, więc rano chyba przerzucę się z mp3 ma radio roxy.
A w pracy bez zmian, Sekretarka Młodsza wróciła z urlopu i ciągle marudzi o swojej pracy mgr, którą pisała przez 2 tyg. Mam nadzieję, że ani razu nie napisała tam o "Księdze hendrykowskiej", bo właśnie tak o niej mówi, a to chyba podstawowe źródło w jej magisterce ;) Co za tupet - żeby tak przekręcać księgę zawierającą pierwsze polskie zdanie! :D
14 września 2009
zmiana jednak nie tak szybko
Pomęczę się tu jeszcze miesiąc i ani dnia dłużej. Stwierdziłam, że już wolę poszukać jakiejś pracy dorywczej, w końcu trudno zarobić mniej niż na stażu, nawet pracując na pół etatu - to po co się męczyć 8h dziennie, jak można 4 czy 5 za te same pieniądze? ;)
Dzisiaj się nawet nie nudzę, protokołuję przesłuchania. Od 10:00 było już dwóch emerytów, trzeci zaginął w akcji i chyba już nie dotrze. To całkiem dobrze, bo się nie wyspałam i mylą mi się literki na klawiaturze, szczególnie jak Szefowa patrzy, co piszę. A nie wyspałam się, bo postanowiłam się jednak nie spóźniać codziennie 5-10 min i wstałam na wcześniejszy autobus. A tam jakieś dantejskie sceny. Ledwo się zmieściłam. Chyba znów zacznę słać maile do MZK ;) Poprzednie chyba odniosły jakiś skutek (oprócz przeprosin na piśmie), bo późniejszy autobus już nie jest krótkim jelczem, teraz o 7:25 jeździ porządny przegubowiec. Szkoda tylko, że większość pasażerów woli "A" o 7:09, a wtedy autobus jest mniejszy... czyli pewnie chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze.
No i nie pójdę dzisiaj na jogę :( Niestety po przyjęciu podskórnie pyłków traw i żyta mam się 24 h nie męczyć i nie alkoholizować. Chyba pomęczę się psychicznie i wezmę się w końcu za recenzję "Białej gorączki";)
Dzisiaj się nawet nie nudzę, protokołuję przesłuchania. Od 10:00 było już dwóch emerytów, trzeci zaginął w akcji i chyba już nie dotrze. To całkiem dobrze, bo się nie wyspałam i mylą mi się literki na klawiaturze, szczególnie jak Szefowa patrzy, co piszę. A nie wyspałam się, bo postanowiłam się jednak nie spóźniać codziennie 5-10 min i wstałam na wcześniejszy autobus. A tam jakieś dantejskie sceny. Ledwo się zmieściłam. Chyba znów zacznę słać maile do MZK ;) Poprzednie chyba odniosły jakiś skutek (oprócz przeprosin na piśmie), bo późniejszy autobus już nie jest krótkim jelczem, teraz o 7:25 jeździ porządny przegubowiec. Szkoda tylko, że większość pasażerów woli "A" o 7:09, a wtedy autobus jest mniejszy... czyli pewnie chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze.
No i nie pójdę dzisiaj na jogę :( Niestety po przyjęciu podskórnie pyłków traw i żyta mam się 24 h nie męczyć i nie alkoholizować. Chyba pomęczę się psychicznie i wezmę się w końcu za recenzję "Białej gorączki";)
2 września 2009
bęc zmiana i jeździec apokalipsy
Oby w następnym biurze było lepiej, bo wychodzi na to, że zmieniam staż na etat. Praca pewnie wcale nie będzie lepsza, ale pieniądze już całkiem normalne i mam nadzieję, że ludzie też.
Dzisiaj się jeszcze ponudzę, bo właśnie wykiwał mnie jakiś lustrowany i nie przyszedł składać wyjaśnień, które miałam protokołować. Za to od poniedziałku rozrywki dostarcza mi lokalny władca komputerów. Pan Nonszalancki tak mi naprawiał komputer w poniedziałek, że do dzisiaj nie mogę się zwyczajnie zalogować, muszę włazić pod biurko, odłączać kabel sieciowy, zalogować się hasłem zastępczym i włączyć internet. Wtedy działa. Pan Nonszalancki przychodzi tu zawsze żyjąc gumę i popijając coś z kubka lub kartonu, siorbie i mówi "joł", po czym udaje, że wie, co robi. A na końcu jest gorzej niż było...
A chyba nie pisałam o moim "ulubionym" pracowniku ipeenu - Panu Armageddonie :D Pan Armageddon czasem tu wpada pogrzebać w bazie pesel i wtedy zarzuca paranoicznymi hasłami typu "zacznie się w sierpniu, zobaczycie", "różaniec do ręki i się módlcie, w sierpniu zacznie się apokalipsa", "i jak już się zacznie, to nie patrzcie przez okno, bo więcej ludzi zginie przez swoją ciekawość, niż od tego, co się stanie". Ale oczywiście nie wiadomo, co się stanie...
Drugą jego ulubioną opowieścią jest streszczanie książki pewnej pani, chyba z Kolumbii, którą poraził piorun i sprawił, że doznała objawienia. Widziała niebo, piekło i czyściec, dlatego nie wierzcie, że piekła nie ma. Pan Armageddon zwalcza też horoskopy, jogę, tai chi, bioenergoterapeutów itd. Mam wrażenie, że naczytał się Tekielego. A może nawet był na tym samym wykładzie Roberta, na który wybraliśmy się z S., kiedy jeszcze męczyłam swoją pracę mgr o "brulionie". My bawiliśmy się setnie, ale niektórzy się chyba przejęli. No cóż, ja uprawiam jogę, czytałam Harrego Pottera, używam leków homeopatycznych, słucham podejrzanej muzy, dla polewy czytam horoskopy (najgłupsze na wp, polecam na nudę w pracy) - krótko: piekło mnie nie ominie :D
Dzisiaj się jeszcze ponudzę, bo właśnie wykiwał mnie jakiś lustrowany i nie przyszedł składać wyjaśnień, które miałam protokołować. Za to od poniedziałku rozrywki dostarcza mi lokalny władca komputerów. Pan Nonszalancki tak mi naprawiał komputer w poniedziałek, że do dzisiaj nie mogę się zwyczajnie zalogować, muszę włazić pod biurko, odłączać kabel sieciowy, zalogować się hasłem zastępczym i włączyć internet. Wtedy działa. Pan Nonszalancki przychodzi tu zawsze żyjąc gumę i popijając coś z kubka lub kartonu, siorbie i mówi "joł", po czym udaje, że wie, co robi. A na końcu jest gorzej niż było...
A chyba nie pisałam o moim "ulubionym" pracowniku ipeenu - Panu Armageddonie :D Pan Armageddon czasem tu wpada pogrzebać w bazie pesel i wtedy zarzuca paranoicznymi hasłami typu "zacznie się w sierpniu, zobaczycie", "różaniec do ręki i się módlcie, w sierpniu zacznie się apokalipsa", "i jak już się zacznie, to nie patrzcie przez okno, bo więcej ludzi zginie przez swoją ciekawość, niż od tego, co się stanie". Ale oczywiście nie wiadomo, co się stanie...
Drugą jego ulubioną opowieścią jest streszczanie książki pewnej pani, chyba z Kolumbii, którą poraził piorun i sprawił, że doznała objawienia. Widziała niebo, piekło i czyściec, dlatego nie wierzcie, że piekła nie ma. Pan Armageddon zwalcza też horoskopy, jogę, tai chi, bioenergoterapeutów itd. Mam wrażenie, że naczytał się Tekielego. A może nawet był na tym samym wykładzie Roberta, na który wybraliśmy się z S., kiedy jeszcze męczyłam swoją pracę mgr o "brulionie". My bawiliśmy się setnie, ale niektórzy się chyba przejęli. No cóż, ja uprawiam jogę, czytałam Harrego Pottera, używam leków homeopatycznych, słucham podejrzanej muzy, dla polewy czytam horoskopy (najgłupsze na wp, polecam na nudę w pracy) - krótko: piekło mnie nie ominie :D
31 sierpnia 2009
koniec nudy?
Zdaje się, że już bardzo blisko końca mojego stażu. Co prawda miał być przedłużony do grudnia, ale PUP się nie odzywa (a przy poprzednim przedłużeniu odezwał się dość szybko), więc chyba kończę za 2 tygodnie. Z czego pięć dni spędzę na wolności, a to daje jeszcze tylko 7 dni w mrocznym biurze! Gorzej będzie, jak z pracą w urzędzie nie wyjdzie i będę musiała przyjąć jakąś super propozycję z wałbrzyskiego PUPu, albo pożegnać się z ubezpieczeniem. Ale pomyślę o tym później, jak mawiała Scarlet O'Hara.
27 sierpnia 2009
25 sierpnia 2009
już zbieram się do kupy
Przynajmniej żadne zwierze mnie wczoraj nie osikało... I do tego E. mnie zgarnęła na ryż z pycha truskawkami z działki (mrożonymi, żeby nie było, że zmyślam działkowe truskawki w sierpniu). Ale pracy dalej nie mam. Na szczęście głodem nie przymieram, a tortury psychiczne spowodowane przez głupi staż w głupim miejscu jednak łatwiej znieść. Jakby co, pójdę na terapię do E., bo jej się udało załapać na kilka godzin tygodniowo w Poradni Zdrowia Psychicznego, w której na razie stażuje.
A, no i zaczęłam uważniej czytać oferty dla wolontariuszy na ngo.pl, może porzucę ipeen na rzecz dzieci z Armenii albo Mołdawii. Tylko S. się średnio ten pomysł podoba ;)
A, no i zaczęłam uważniej czytać oferty dla wolontariuszy na ngo.pl, może porzucę ipeen na rzecz dzieci z Armenii albo Mołdawii. Tylko S. się średnio ten pomysł podoba ;)
24 sierpnia 2009
dołek
Ostatni tydzień, a już szczególnie końcówka, nie należał do moich najlepszych. Zdecydowanie. W sobotę miałam wypadek rowerowy, po którym zostały mi pamiątki w postaci kilku siniaków, zadrapań, bólu lewej ręki i żebra. Do tego w niedzielę na przystanku pies obsikał moją stopę. Nie polecam czytania książek na przystankach autobusowych. A poza tym okazało się, że nie dostanę pracy, bo nie spełniam wymogów formalnych - mój staż pracy jest krótszy niż 1 rok. Więc szukam dzisiaj pracy, a tu nagle wszyscy chcą z co najmniej rocznym doświadczeniem. Nie ma gdzie wysłać cv. I okazuje się, że 5 lat studiów, stypendium w Budapeszcie, dyplom z piątką, niezły angielski, kilka opublikowanych tekstów i 2 lata wolontariatu mogę sobie schować do kieszeni. Jak tak dalej pójdzie, mam szanse zostać niezła frustratką.
21 sierpnia 2009
nudne opowieści
Stażuję tu prawie 5 miesięcy i dzisiaj słyszałam pewną zupełnie nieciekawą anegdotkę chyba już piąty raz. No ratunku, ile można opowiadać to samo tym samym ludziom?
A poza tym to pół dnia dzisiaj pisałam list motywacyjny do prawdziwej pracy. Koszmar. Ktoś chce to dla mnie zrobić?
Pora stąd wiać, bo jest okropnie. Poza tym praca na etacie słownika ortograficzno-interpunkcyjnego jest naprawdę nudna. Szczególnie, jak pytający nie za bardzo kuma odpowiedź :D
W przyszłym tygodniu wezmę się chyba za recenzję "Białej gorączki" - ukaże się w październikowym "Panu Slawiście".
PS. moje "koleżanki"- Sekretarki właśnie stwierdziły, że wstydzą się chodzić w lnianych spodniach, bo się gniotą :D To za niezłą fleję muszą mnie tu mieć, bo ja w lnianych spodniach chodzę dość często. I nie prasuję t-shirtów, bo to strata czasu i energii (elektrycznej szczególnie). W ogóle mało rzeczy prasuję i robię to tylko w ostateczności.
A poza tym to pół dnia dzisiaj pisałam list motywacyjny do prawdziwej pracy. Koszmar. Ktoś chce to dla mnie zrobić?
Pora stąd wiać, bo jest okropnie. Poza tym praca na etacie słownika ortograficzno-interpunkcyjnego jest naprawdę nudna. Szczególnie, jak pytający nie za bardzo kuma odpowiedź :D
W przyszłym tygodniu wezmę się chyba za recenzję "Białej gorączki" - ukaże się w październikowym "Panu Slawiście".
PS. moje "koleżanki"- Sekretarki właśnie stwierdziły, że wstydzą się chodzić w lnianych spodniach, bo się gniotą :D To za niezłą fleję muszą mnie tu mieć, bo ja w lnianych spodniach chodzę dość często. I nie prasuję t-shirtów, bo to strata czasu i energii (elektrycznej szczególnie). W ogóle mało rzeczy prasuję i robię to tylko w ostateczności.
18 sierpnia 2009
Inny 2
Dzisiaj po raz kolejny okazało się, że nie należę do stada ;) Sekretarka Starsza wróciła z urlopu, który spędzała nad morzem. Przywiozła suweniry. Znaczy się takie spore (a więc na pewno kupione) muszle. Jedną położyła w gabinecie Szefowej, drugą na biurku Sekretarki Młodszej. Stażystce nie położyła nawet ziarenka piasku.
Ale jeszcze zabawniejszy był dialog obu Sekretarek a propos:
S.M. - dziękuję, bardzo ładna.
S.S. - co?
S.M. - no, wie pani...
S.S. - aaa, no....
I żeby było jasne - nie jest mi przykro, że nie dostałam muszelki, bo i tak za bardzo by mi się nie przydała, ani też nie uważam, że taka muszelką z Łeby jest na tyle piękna, żebym się w pracy miała na nią gapić. Po prostu śmieszy mnie ta sytuacja. Ale jak miałabym być częścią tego stada, to już wolę być samotnym kundlem.
Ale jeszcze zabawniejszy był dialog obu Sekretarek a propos:
S.M. - dziękuję, bardzo ładna.
S.S. - co?
S.M. - no, wie pani...
S.S. - aaa, no....
I żeby było jasne - nie jest mi przykro, że nie dostałam muszelki, bo i tak za bardzo by mi się nie przydała, ani też nie uważam, że taka muszelką z Łeby jest na tyle piękna, żebym się w pracy miała na nią gapić. Po prostu śmieszy mnie ta sytuacja. Ale jak miałabym być częścią tego stada, to już wolę być samotnym kundlem.
13 sierpnia 2009
bez tytułu
No i znów zabrakło dla mnie teczek, więc nudzę się podwójnie. Na szczęście dzisiaj jest internet. Cieszę się tak bardzo, bo wczoraj był reglamentowany - coś się chyba popsuło i niemiło się rozczarowałam po włączeniu komputera. Na szczęście dość szybko to naprawili, bo inaczej chyba bym wpadła w jakąś histerię ;)
Ale tradycyjnie nudzę się w biurze. Zagrałam już w Mafia Wars, Zielone imperium i przeczytałam, co mi mówi Fortune Cookie z fejsbuka. Poczytałam forum humorum i rozmyślam, o czym można zrobić kącik "polonistyczny" w Studni. Zaraz chyba poczytam stare reportaże Hugo-Badera. Jak myślę o reportażach, to od razu przypominają mi się najnudniejsze na świecie zajęcia na polonistyce i straszne reportaże grupy "Przedmieście" i Gustawa Morcinka (który, oprócz pisania o ślepych koniach w kopalni wsławił się w mojej rodzinie tym, że siedział w jednej ławce z pradziadkiem Rudolfem w szkole podstawowej w Karwinie). A wracając do zajęć o formach reportażowych w literaturze - najzabawniejsze było to, że koleś, który je prowadził potrafił ponad 200 razy powiedzieć "prawda" w ciągu 1,5h zajęć. Liczyliśmy!
Ale tradycyjnie nudzę się w biurze. Zagrałam już w Mafia Wars, Zielone imperium i przeczytałam, co mi mówi Fortune Cookie z fejsbuka. Poczytałam forum humorum i rozmyślam, o czym można zrobić kącik "polonistyczny" w Studni. Zaraz chyba poczytam stare reportaże Hugo-Badera. Jak myślę o reportażach, to od razu przypominają mi się najnudniejsze na świecie zajęcia na polonistyce i straszne reportaże grupy "Przedmieście" i Gustawa Morcinka (który, oprócz pisania o ślepych koniach w kopalni wsławił się w mojej rodzinie tym, że siedział w jednej ławce z pradziadkiem Rudolfem w szkole podstawowej w Karwinie). A wracając do zajęć o formach reportażowych w literaturze - najzabawniejsze było to, że koleś, który je prowadził potrafił ponad 200 razy powiedzieć "prawda" w ciągu 1,5h zajęć. Liczyliśmy!
11 sierpnia 2009
książki, których na pewno nie przeczytają "koledzy" z pracy
Właśnie czytam coś, co mną wstrząsa średnio co drugą stronę. "Biała gorączka" Jacka Hugo-Badera, reportaże o Rosji i byłych republikach radzieckich. Masakra. Tak mi się podoba, że pomyślałam dzisiaj, że odezwę się do red. nacz. Pana Slawisty z propozycją napisania recenzji. W końcu po coś ma się dyplom krytyka literackiego ;)
Właśnie, właśnie. Jeden z Historyków chwalił się, że lubi współczesną poezję i że sam kiedyś próbował pisać. Szkoda, że nie zna żadnego z poetów, których lubię i pomylił "brulion" chyba z "Pamiętnikiem literackim", czy inną podobną konserwą dla nadgorliwych studentów (nie wierzę, że ktoś czyta takie pisma dla przyjemności, no nie wierzę). Ja zresztą też nie znam tych, których on czyta(ł). Ale chciałabym rzucić okiem, bo domyślam się, że przynajmniej część z tych wierszy może być rozkoszną grafomanią. Może podobną do tej, którą czasem znajduję w teczkach (takie rzeczy to w tych mniej nudnych). Niedawno trafiło mi się do wprowadzenia do bazy kilka spraw o "rozpowszechnianie fałszywych treści, które mogą wywołać niepokój społeczny", czyli ulotki produkowane w czasie stanu wojennego. Chwilami niezła jazda, np wiersze o Jaruzelskim pisane przez dzieci z podstawówki. Żałuję, że sobie nie zanotowałam.
forum humorum

Sorry za "wyrazy" - ale bardzo mnie to hasło ubawiło. Znalazłam to wczoraj na forum humorum. Bo ostatnio na czytaniu tego forum mija mi czas w pracy. Najczęściej przeglądam wątki językoznawcze ;) Wczoraj przeczytałam cały o używaniu słów w złym znaczeniu, czyli neosemantyzacji. Dzisiaj o różnych dziwnych regionalizmach. I znalazłam coś a propos nowych studiów - wątek pod tytułem "zemsta logopedy" :D, do przeczytania jutro.
No i jakoś ostatnio nikt mnie nie zagaduje (Sekretarka Starsza jest na urlopie, więc Młodsza ma więcej pracy i czasu jej nie starcza na gadanie głupot, co mnie cieszy niezmiernie). Siedzę więc wgapiona w monitor, w ciszy, bo Sekretarka Młodsza ostatnio nie włącza radia (co też mnie cieszy, bo jak nie mogę posłuchać Trójki lub chociaż RAMu czy Radia Wrocław, to wolę już dźwięki klawiatury i faksu). Czytam sobie różne fora, oglądam różne zupełnie niepotrzebne rzeczy na allegro i czytam o funduszach europejskich. A to dlatego, że pojawiło się światełko w tunelu, czyli szansa na opuszczenie murów ipeenu na zawsze i zamianę stażu w Mrocznym Biurze na etat w Bardzo Ważnym Urzędzie. Oby się udało, bo szefowa już marudzi o przedłużeniu stażu do połowy grudnia...
Przyszło za to potwierdzenie, że przyjęli mnie na logopedię. Może chociaż tam poznam jakichś normalnych ludzi. Obym nie trafiła na grupę samych nauczycielek ;)
PS Nie wiem, jak zmniejszyć rozmiary grafiki, więc żeby zobaczyć napis w pełnej krasie, trzeba na niego kliknąć.
27 lipca 2009
czasozabijacz
Mam nowego pochłaniacza wolnego czasu w pracy ;) Zielone Imperium. Uprawiam wirtualne marchewki, sałaty, ogórki i rzodkiewki, sprzedaję na targu i jakoś się kręci.
A w sobotę widziałam prawdziwego susła moręgowanego, pewnie pierwszego i ostatniego w życiu, przynajmniej na wolności. Słodziak ;) aż dziwne, że nie powiedziałam tradycyjnego zdania, które pada na widok jakiegokolwiek właściwie futrzaka ("chcę takiego"). W każdym razie suślica, bo to była ona, została przy świadkach odłowiona, zważona (150 gramów), zaczipowana, sczytana jak towar w markecie i wypuszczona z powrotem do własnej norki. Pewnie bardzo się zestresowała, ale to niestety konieczne, żeby móc monitorować populację reintrodukowanego susła w Kamieniu Śląskim. Przy okazji nagraliśmy ze Stiopą wywiad z wolontariuszami z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra" , którzy się susłami zajmują. Do posłuchania w kolejnej Studni (a może w kolejnej kolejnej...).
A w sobotę widziałam prawdziwego susła moręgowanego, pewnie pierwszego i ostatniego w życiu, przynajmniej na wolności. Słodziak ;) aż dziwne, że nie powiedziałam tradycyjnego zdania, które pada na widok jakiegokolwiek właściwie futrzaka ("chcę takiego"). W każdym razie suślica, bo to była ona, została przy świadkach odłowiona, zważona (150 gramów), zaczipowana, sczytana jak towar w markecie i wypuszczona z powrotem do własnej norki. Pewnie bardzo się zestresowała, ale to niestety konieczne, żeby móc monitorować populację reintrodukowanego susła w Kamieniu Śląskim. Przy okazji nagraliśmy ze Stiopą wywiad z wolontariuszami z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra" , którzy się susłami zajmują. Do posłuchania w kolejnej Studni (a może w kolejnej kolejnej...).
24 lipca 2009
Inni
Od 4 miesięcy doświadczam na własnej skórze, jak ciężko jest być innym w dość jednolitym środowisku. I nie chodzi o jakieś szykany czy prześladowania. Nikt mnie nie gnębi ze względu na przekonania religijne, pochodzenie etniczne czy kolor skóry. Ale nie da się ukryć, że lekko się tu wyróżniam i czasem jest z tym dość ciężko. Sporą część dnia muszę spędzać z ludźmi, z którymi bardzo niewiele mnie łączy. Nie śmieszą mnie te same rzeczy, nie podzielam ich poglądów na temat przedstawicieli innych ras czy narodów, nie jeżdżę w te same miejsca na wakacje, czytam inne książki, oglądam inne filmy, słucham innej muzyki, lubię inne stacje radiowe. Nawet po polsku mówię inaczej. I wbrew pozorom nie chodzi o naleciałości gwarowe ;) Po prostu często czuję, jak bardzo tu nie pasuję i jak bardzo jest to męczące. Środowisko, w którym spędza się 1/3 doby ma na nas jednak spory wpływ. Już przestało mnie męczyć wstawanie bladym świtem, za to chyba bywam rozdrażniona jak nasłucham się wielu "mądrości" w pracy. Na początku próbowałam podsuwać jakieś argumenty i trochę podyskutować na dany temat, ale to w ogóle nie przynosi żadnych skutków, więc po co. Tu wszystko jest jasne, czarne albo białe, nie ma żadnej skali szarości, wszystko jest oczywiste. Naprawdę żal, że ludzie po studiach, pracujący w instytucji na poły naukowej potrafią myśleć tylko stereotypami. Czarni kradną, Arabowie są brudni, a wszyscy TW współpracowali świadomie. Nie ma miejsca na żaden relatywizm, na żadne "ale". A ja i tak robię za miejscowego freaka bo mam jednego dreda i nie chcę wyjść za mąż. Poza tym mówię "włączać".
21 lipca 2009
dlaczego jest dopiero 12:00?
I muszę tu siedzieć jeszcze 4h? I wysłuchiwać, jak cieniuje się kręcone włosy, że farby "sklepowe" nie umywają się do tych używanych w salonach fryzjerskich, gdzie przyjmuje najlepszy stylista włosów w mieście itd. Aż mi przez myśl przeszło, żeby sobie zrobić dredy i mieć spokój. Chociaż i tak chodzę do fryzjera jakoś tak raz, może dwa w roku i płacę około 20zł, więc nie mam o czym gadać z koleżankami.
Poza tym zeszły tydzień był całkiem udany, bo krótszy o piątek. Byłam na urlopie :D Teraz mam spieczony dekolt i pełno strupów po ugryzieniach komarów, ale było fajnie. W Wilczu zawsze jest fajnie. A w sobotę jadę podglądać susły moręgowane w Kamieniu Śląskim. W końcu wakacje mamy...
Poza tym zeszły tydzień był całkiem udany, bo krótszy o piątek. Byłam na urlopie :D Teraz mam spieczony dekolt i pełno strupów po ugryzieniach komarów, ale było fajnie. W Wilczu zawsze jest fajnie. A w sobotę jadę podglądać susły moręgowane w Kamieniu Śląskim. W końcu wakacje mamy...
15 lipca 2009
14 lipca 2009
czego nie dowiesz się nawet z googli...
...czyli o biurowych sensacjach. Zatkało mnie wczoraj, kiedy od Sekretarki Starszej dowiedziałam się, że nie należy pić wody, bo podrażnia ona żołądek. Podpierała się autorytetem lekarza, który miał tę mądrość przekazać jednej z Historyczek... Cała ta psychoza zaczęła się od tego, że od jakichś dwóch tygodni dostajemy służbową cisowiankę.
Poza tym dowiedziałam się, że złudzenia kobiet, że ich facet w cudowny sposób zmieni swoje zachowanie po ślubie wynika z... poczucia bezpieczeństwa. Ktoś tu chyba pomylił poczucie z potrzebą.
Oznaką tego, że kobieta już się wyszalała jest to, że przestaje nosić krótkie spódnice, konkretna długość nie została podana.
Poza tym dowiedziałam się, że złudzenia kobiet, że ich facet w cudowny sposób zmieni swoje zachowanie po ślubie wynika z... poczucia bezpieczeństwa. Ktoś tu chyba pomylił poczucie z potrzebą.
Oznaką tego, że kobieta już się wyszalała jest to, że przestaje nosić krótkie spódnice, konkretna długość nie została podana.
13 lipca 2009
jarmilki
Znów się nudzę, więc grzebię po sieci w poszukiwaniu przygód. Postanowiłam kupić sobie morelowe jarmilki, ale na allegro nie ma mojego rozmiaru, zajrzałam więc do sklepu internetowego firmy, która je sprzedaje. Morelowych nie mają wcale, za to jakie cuda w księdze gości na stronie (pisownia oryginalna):
Imię i nazwisko lub nick: adam
czy waszym zdaniem istnieje fetysz jarmilek. Co mają w sobie te buciki że tak bardzo prowokują zmysłowość. Drogie Panie która z Pań spotkała się z fetyszem swoich jarmilek u mężczyzn?
Imię i nazwisko lub nick: Gosia
kto z was lubi spać w jarmilkach ?, czy któraś z was spotkała się z prośbą od swojego ukochanego to żeby iść spać w jarmilkach
Imię i nazwisko lub nick: misiek
czyżby Twoja sympatia miała takie preferencje? Muszą być czyste, czy też mogą być takie przybrudzone od chodzenia po dworze? Trochę dziwny pomysł, ale jak widać istnieje wiele zastosowań dla jarmilek. Pozdrawiam ciepło
Imię i nazwisko lub nick: i=e
zboczeniec!!! jak mozna w nich spac? rozumiem ze tanczyc w zespolach licealnych i domach kultury...
i mój ulubiony wpis:
Imię i nazwisko lub nick: loco
Zdycha ta księga! Ja dziś widziałem piękną dziewczynę w Kielcach na przystanku na rogatce w cudnych białych czeszkach z gumką które delikatnie czubkami opierała o bruk siedząc na ławce ale nie odważyłem się podejść i zagadać a teraz już jej nigdy nie zobaczę, odjechała jakimś autobusem...
W tej księdze gości naprawdę roi się od różnej maści zboczeńców:
mię i nazwisko lub nick: Grzesiek
Mnie tez się podobają jarmilki, aczkolwiek teraz są różnego rodzaju balerinki, które też wyglądają świetnie.
Szkoda, że nie ma mojego rozmiaru czeszek (44) bo tez bym sobie w nich pochodził.
Dlaczego faceci czasem noszą jarmilki? hm... nie wiem. Na samą myśl, że mógłbym założyć jarmilki i pójść tak na miasto dostaję gęsiej skórki :)
A więc coś w nich musi być :)
Imię i nazwisko lub nick: Małgorzata
Hey Monika widzę że jesteś również tak mocno oszalała na punkcie jarmilek jak ja, jest to najbardziej kultowe odzienie stóp jakie znam, żadne inne mu nie jest równe. Monika pisałaś że kąpiesz się w jarmilkach na basenie ja ostatnio zostałam wyproszona na naszym parku wodnym przez nowego ratownika, do tej pory nie miałam z tym problemów. Czy ty napotkałaś się z podobnymi problemami. Czy naprawdę tak jak ja chodzisz spać w jarmilkach - czy jak jest ciepło w lecie też tak robisz bo ja tak. Mojemu facecikowi na szczęscie to nie przeszkadza. Wszystkich oszalałych na punkcie jarmilek zapraszam do pogadania nr GG [nr do wiadomości redakcji ;)]
Imię i nazwisko lub nick: Monia
Hej Małgosia, ja kąpie sie w jarmilkach na basenie, a przede wszystkim nad jęziorem a w wannie jeszcze sie w nich nie kąpałam musze sprubować ale często w nich spie. Jarmilki są bardzo wygodne i będę w nich chodzić tak długo jak tylko pogoda będzie mi na to pozwalała zresztą ja nawet w zimie w nich chodze ale po domu. Mam białe i żółte ale te pomarańczowe też są słodkie i napewno będę je miała jeszcze w te lato:):) Pozdrawiam wszystkich maniaków jarmilek i wpisujcie sie do księgi do usłyszenia PA
Więcej ciekawostek w księdze gości na tej stronie.
Ja mam tylko jedną parę, nie śpię w nich, nie pływam i nie wchodzę pod prysznic...
Imię i nazwisko lub nick: adam
czy waszym zdaniem istnieje fetysz jarmilek. Co mają w sobie te buciki że tak bardzo prowokują zmysłowość. Drogie Panie która z Pań spotkała się z fetyszem swoich jarmilek u mężczyzn?
Imię i nazwisko lub nick: Gosia
kto z was lubi spać w jarmilkach ?, czy któraś z was spotkała się z prośbą od swojego ukochanego to żeby iść spać w jarmilkach
Imię i nazwisko lub nick: misiek
czyżby Twoja sympatia miała takie preferencje? Muszą być czyste, czy też mogą być takie przybrudzone od chodzenia po dworze? Trochę dziwny pomysł, ale jak widać istnieje wiele zastosowań dla jarmilek. Pozdrawiam ciepło
Imię i nazwisko lub nick: i=e
zboczeniec!!! jak mozna w nich spac? rozumiem ze tanczyc w zespolach licealnych i domach kultury...
i mój ulubiony wpis:
Imię i nazwisko lub nick: loco
Zdycha ta księga! Ja dziś widziałem piękną dziewczynę w Kielcach na przystanku na rogatce w cudnych białych czeszkach z gumką które delikatnie czubkami opierała o bruk siedząc na ławce ale nie odważyłem się podejść i zagadać a teraz już jej nigdy nie zobaczę, odjechała jakimś autobusem...
W tej księdze gości naprawdę roi się od różnej maści zboczeńców:
mię i nazwisko lub nick: Grzesiek
Mnie tez się podobają jarmilki, aczkolwiek teraz są różnego rodzaju balerinki, które też wyglądają świetnie.
Szkoda, że nie ma mojego rozmiaru czeszek (44) bo tez bym sobie w nich pochodził.
Dlaczego faceci czasem noszą jarmilki? hm... nie wiem. Na samą myśl, że mógłbym założyć jarmilki i pójść tak na miasto dostaję gęsiej skórki :)
A więc coś w nich musi być :)
Imię i nazwisko lub nick: Małgorzata
Hey Monika widzę że jesteś również tak mocno oszalała na punkcie jarmilek jak ja, jest to najbardziej kultowe odzienie stóp jakie znam, żadne inne mu nie jest równe. Monika pisałaś że kąpiesz się w jarmilkach na basenie ja ostatnio zostałam wyproszona na naszym parku wodnym przez nowego ratownika, do tej pory nie miałam z tym problemów. Czy ty napotkałaś się z podobnymi problemami. Czy naprawdę tak jak ja chodzisz spać w jarmilkach - czy jak jest ciepło w lecie też tak robisz bo ja tak. Mojemu facecikowi na szczęscie to nie przeszkadza. Wszystkich oszalałych na punkcie jarmilek zapraszam do pogadania nr GG [nr do wiadomości redakcji ;)]
Imię i nazwisko lub nick: Monia
Hej Małgosia, ja kąpie sie w jarmilkach na basenie, a przede wszystkim nad jęziorem a w wannie jeszcze sie w nich nie kąpałam musze sprubować ale często w nich spie. Jarmilki są bardzo wygodne i będę w nich chodzić tak długo jak tylko pogoda będzie mi na to pozwalała zresztą ja nawet w zimie w nich chodze ale po domu. Mam białe i żółte ale te pomarańczowe też są słodkie i napewno będę je miała jeszcze w te lato:):) Pozdrawiam wszystkich maniaków jarmilek i wpisujcie sie do księgi do usłyszenia PA
Więcej ciekawostek w księdze gości na tej stronie.
Ja mam tylko jedną parę, nie śpię w nich, nie pływam i nie wchodzę pod prysznic...
12 lipca 2009
10 lipca 2009
nudzi mi się
Czyli dzień jak co dzień. Wypełnianie tabelki szumnie zwanej bazą danych jest zajęciem bardzo monotonnym, szczególnie, że w kółko pojawiają się te same nazwiska i funkcje - robota polega więc na używaniu opcji kopiuj/wklej z dużą częstotliwością. Jak już wiadomo, z koleżankami nie bardzo mam o czym rozmawiać, już prędzej z Szefową (ona nawet ogląda filmy Svěráka czy Hřebejka), ale wpada do sekretariatu na chwilę lub dwie i idzie do siebie. Herbata, kanapka czy wycieczka do toalety pomagają tylko na chwilkę. Śmieszne bywają rozmyślania Sekretarki Młodszej, ale staram się z niej nie nabijać. Chociaż nie wiem, co mam zrobić, jak od osoby kończącej historię na uniwersytecie słyszę, że właśnie się dowiedziała z gazety, co to była ta Pomarańczowa Alternatywa (bajdyłej, niedawno w empiku wpadła mi w ręce książka - zbiór wywiadów ze znanymi wrocławianami, wypowiadał się m.in. szef naszego oddziału; opowiadał o tym, jak w jego gabinecie w instytucie historii przesiadywał Fydrych z kolegami i nadawali kształt Pomarańczowej Alternatywie). Stiopa zastanawiał się, w jaki sposób Sekretarka Młodsza tłumaczyła sobie obecność krasnali we Wro. Poza tym poraża jej znajomość języka ojczystego. To właśnie ona mówi "pan Hendryk", "chcem", "rozumię", nie zna zasad interpunkcji i nie potrafi odmieniać nazwisk. Co więcej, ma polonistkę biurko obok, więc pyta o co "trudniejsze" nazwiska, po czym decyduje się napisać je w mianowniku, "bo dziwnie brzmi". Zaczynam myśleć, że ten staż to jakiś rodzaj kary za grzechy... Trafiłam do piekła dla purystów językowych!
9 lipca 2009
wymiana teczek
Właśnie czekam, aż mi z magazynu przyślą nowy zestaw akt i się nudzę ;) Gmail i Mafia Wars już zaliczone, yerba w kubku się kończy, dziennik poczty wychodzącej uzupełniony. Były nawet zajęcia ruchowe - przestawianie kwiatów blokujących drzwi do magazynu akt i wycieczka po wodę do kwiatów (na naszym piętrze nie ma wc, trzeba pobiegać po schodach). No i póki co arsenał biurowych rozrywek mi się skończył, więc postanowiłam coś napisać.
Mam obawy, że blog zamiast o sposobach na nudę w pracy stanie się zbiorem historyjek o wielu wadach tracenia 8h dziennie w tym biurze. A problem polega głównie na tym, że brakuje tu czegoś, co by mnie łączyło z koleżankami z pracy. Zero zbieżności gustów muzycznych/literackich/filmowych, zero wspólnych tematów i poglądów. Może i to powinno prowokować ciekawe dyskusje, ale po tym, jak na samym początku stażu oznajmiłam, że właśnie przeczytałam książkę Cejrowskiego i mi się podobała, ale nie podobają mi się jego poglądy i w odpowiedzi zostałam okrzyczana, zagłuszona i w ogóle, przestałam się wychylać.
Godzina 11:59
Ciągle nie mam teczek do uzupełniania bazy, już się nawet o nie upomniałam. Grzebię na allegro i w sklepach internetowych z drewnianymi zabawkami, bo wymyśliłam sobie taki prezent dla rocznego bratanka, a w Carrefourze zlikwidowali stoisko z zabawkami z drewna.
W sekretariacie generalnie wieje nudą, na każdym biurku. Sekretarka Starsza przegląda kolorowe pisma (przyniesione przez Szefową, żeby było jasne) i co chwila wzdycha "ale ten bukiet śliczny", "ale ta kiść winogron piękna"... Wcześniej były opowieści autobusowe, taki stały cykl o pasażerach wrocławskiej komunikacji zbiorowej. O tym, że brzydko pachną papierosami, alkoholem lub po prostu brakiem higieny, gapią się dziewczynom w dekolty, wiercą się, wiozą duże bagaże albo głośno rozmawiają, nie ustępują miejsca i - najgorsze z możliwych - jeżdżą na gapę! Dzisiejszy odcinek był o pani z posiniałymi stopami w złotych sandałach, która tak głośno rozmawiała na przystanku przez telefon (o kosztorysach, dostawach i terminach - Sekretarce Starszej nie umknie żaden szczegół, chociaż podobno czytała na tym przystanku książkę), że aż jakieś dziecko się rozpłakało.
W ogóle Sekretarka Starsza jest dość dziwną osobą. Jest bardzo miła, pomocna i uczynna, ale jednocześnie dość irytująca. Żyje w jakimś innym świecie. Nosi halki i dziwi się, że jej gorąco w upał. Boi się przeciągów do tego stopnia, że marudzi jak chcemy włączyć wentylator. Dziwi się, że jeden z historyków sam upiekł karpatkę na własne urodziny i nie poprosił żony o pomoc. Zawsze mówi "dźwi" zamiast "drzwi", ale poprawia nas jak źle wymówimy nazwę francuskiego marketu. Nie przeszkadzają jej geje, ale wszyscy czarni i Arabowie są źli. Nosi rozmiar 38 i ciągle narzeka, że jest gruba. Po powrocie od fryzjera zlewa głowę spirytusem, żeby się niczym nie zarazić. Ma wyimaginowane cienie pod oczami i twierdzi, że w ogóle wygląda gorzej niż jej koleżanki. Mnie ręce opadają ze świstem albo muszę się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Jak zaczyna się tu dyskusja o innych nacjach albo takich pierdołach jak waga, obwód bioder, rozmiar ciuchów, kremy na cellulit etc. lub kolejny niekończący się tu temat, czyli uprawa kwiatów doniczkowych, szczególnie storczyków, udaję bardzo zapracowaną, bo nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie śmieszą te problemy :)
Godzina 12:36
Przynieśli teczki
Mam obawy, że blog zamiast o sposobach na nudę w pracy stanie się zbiorem historyjek o wielu wadach tracenia 8h dziennie w tym biurze. A problem polega głównie na tym, że brakuje tu czegoś, co by mnie łączyło z koleżankami z pracy. Zero zbieżności gustów muzycznych/literackich/filmowych, zero wspólnych tematów i poglądów. Może i to powinno prowokować ciekawe dyskusje, ale po tym, jak na samym początku stażu oznajmiłam, że właśnie przeczytałam książkę Cejrowskiego i mi się podobała, ale nie podobają mi się jego poglądy i w odpowiedzi zostałam okrzyczana, zagłuszona i w ogóle, przestałam się wychylać.
Godzina 11:59
Ciągle nie mam teczek do uzupełniania bazy, już się nawet o nie upomniałam. Grzebię na allegro i w sklepach internetowych z drewnianymi zabawkami, bo wymyśliłam sobie taki prezent dla rocznego bratanka, a w Carrefourze zlikwidowali stoisko z zabawkami z drewna.
W sekretariacie generalnie wieje nudą, na każdym biurku. Sekretarka Starsza przegląda kolorowe pisma (przyniesione przez Szefową, żeby było jasne) i co chwila wzdycha "ale ten bukiet śliczny", "ale ta kiść winogron piękna"... Wcześniej były opowieści autobusowe, taki stały cykl o pasażerach wrocławskiej komunikacji zbiorowej. O tym, że brzydko pachną papierosami, alkoholem lub po prostu brakiem higieny, gapią się dziewczynom w dekolty, wiercą się, wiozą duże bagaże albo głośno rozmawiają, nie ustępują miejsca i - najgorsze z możliwych - jeżdżą na gapę! Dzisiejszy odcinek był o pani z posiniałymi stopami w złotych sandałach, która tak głośno rozmawiała na przystanku przez telefon (o kosztorysach, dostawach i terminach - Sekretarce Starszej nie umknie żaden szczegół, chociaż podobno czytała na tym przystanku książkę), że aż jakieś dziecko się rozpłakało.
W ogóle Sekretarka Starsza jest dość dziwną osobą. Jest bardzo miła, pomocna i uczynna, ale jednocześnie dość irytująca. Żyje w jakimś innym świecie. Nosi halki i dziwi się, że jej gorąco w upał. Boi się przeciągów do tego stopnia, że marudzi jak chcemy włączyć wentylator. Dziwi się, że jeden z historyków sam upiekł karpatkę na własne urodziny i nie poprosił żony o pomoc. Zawsze mówi "dźwi" zamiast "drzwi", ale poprawia nas jak źle wymówimy nazwę francuskiego marketu. Nie przeszkadzają jej geje, ale wszyscy czarni i Arabowie są źli. Nosi rozmiar 38 i ciągle narzeka, że jest gruba. Po powrocie od fryzjera zlewa głowę spirytusem, żeby się niczym nie zarazić. Ma wyimaginowane cienie pod oczami i twierdzi, że w ogóle wygląda gorzej niż jej koleżanki. Mnie ręce opadają ze świstem albo muszę się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Jak zaczyna się tu dyskusja o innych nacjach albo takich pierdołach jak waga, obwód bioder, rozmiar ciuchów, kremy na cellulit etc. lub kolejny niekończący się tu temat, czyli uprawa kwiatów doniczkowych, szczególnie storczyków, udaję bardzo zapracowaną, bo nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie śmieszą te problemy :)
Godzina 12:36
Przynieśli teczki
8 lipca 2009
ciężko jest - cd
Oczywiście poprzedni post miał wyglądać zupełnie inaczej, miał być długi i tłumaczyć, co ja właściwie robię w Mrocznym Biurze, ale weny zabrakło i zostało jedno zdanie. Skoro jednak zdołało przyciągnąć czytelniczkę, postanowiłam go już nie zmieniać i zacząć ubarwiać blog od następnego posta ;)
Dramat stażystki czas zacząć
Miejsce akcji: Biuro Lustracyjne
Osoby dramatu: Aga, Sekretarka Starsza , Sekretarka Młodsza, Szefowa, Historycy
Czas akcji: marzec-wrzesień 2009
Dramat polega głównie na tym, że nie ma tu dla mnie nic konkretnego do roboty, więc jestem hybrydą pracownika merytorycznego z sekretarką. Polega to głównie na uzupełnianiu komputerowej bazy danych o kilometrach akt, jakie są w tutejszym archiwum oraz wysyłaniu poczty. Od czasu do czasu trafia się wisienka na torcie w postaci protokołowania przesłuchań. Tak mniej więcej raz na trzy miesiące. Generalnie więc wieje nudą. A, zapomniałabym dodać, że po stażu śmiało mogłabym zatrudnić się w punkcie ksero - obsługę kserokopiarki mam w małym palcu lewej stopy!
Jeszcze większy dramat to poziom poprawności językowej koleżanek z biura, głównie sekretariatu. Moje polonistyczno-purystyczne uszy więdną średnio 5 razy na ośmiogodzinny dzień pracy. Nikogo nie poprawiam, bo po pierwsze nie chcę być upierdliwa, po drugie musiałabym to robić zbyt często. Przywykam. Niedługo sama zacznę mówić "włanczam", "pan Hendryk" i "dźwi".
Na szczęście w pracy jest internet i nie ma zablokowane nic oprócz radia internetowego. Trudno, Studni nie posłucham, za to kręgosłup nie będzie bolał (nie mam głośników przy komputerze, musiałabym przynosić słuchawki, a mam tylko takie od odtwarzacza mp3, na tyle krótkie, że musiałabym siedzieć lekko pod biurkiem w bardzo nienaturalnej pozycji). Dzień zaczynam od herbaty (ostatnio yerba mate, bo kawa tu jest niedobra, a yerby nikt mi nie będzie podpijał ;) ), sprawdzenia poczty i forum Studni, rozwiązania kilku głupich quizów na facebooku i krótkiej gry w Mafia Wars. Potem trochę uzupełniam bazę i zaglądam na demotywatory.pl. Potem jem kanapkę i wzrokiem usiłuję zmusić zegar, żeby szybciej przesuwał wskazówki. O 15:30 wychodzi Sekretarka Starsza i wtedy muszę chwilę pogadać z Sekretarką Młodszą. Problem w tym, ze nadajemy na trochę innej częstotliwości. Nie zapominawszy o mądrościach ludowych (jeśli wpadłeś między wrony, musisz krakać tak jak one) udaję, że interesują mnie katalogi z kosmetykami i oferty drogerii. Żeby całkiem nie zwariować cały czas mam włączone gg i Stiopę na linii. Myślę, że sporo ciekawostek wydobędę z archiwum gg i tu zamieszczę.
Na dzisiaj koniec - uzupełniam bazę ;)
Dramat stażystki czas zacząć
Miejsce akcji: Biuro Lustracyjne
Osoby dramatu: Aga, Sekretarka Starsza , Sekretarka Młodsza, Szefowa, Historycy
Czas akcji: marzec-wrzesień 2009
Dramat polega głównie na tym, że nie ma tu dla mnie nic konkretnego do roboty, więc jestem hybrydą pracownika merytorycznego z sekretarką. Polega to głównie na uzupełnianiu komputerowej bazy danych o kilometrach akt, jakie są w tutejszym archiwum oraz wysyłaniu poczty. Od czasu do czasu trafia się wisienka na torcie w postaci protokołowania przesłuchań. Tak mniej więcej raz na trzy miesiące. Generalnie więc wieje nudą. A, zapomniałabym dodać, że po stażu śmiało mogłabym zatrudnić się w punkcie ksero - obsługę kserokopiarki mam w małym palcu lewej stopy!
Jeszcze większy dramat to poziom poprawności językowej koleżanek z biura, głównie sekretariatu. Moje polonistyczno-purystyczne uszy więdną średnio 5 razy na ośmiogodzinny dzień pracy. Nikogo nie poprawiam, bo po pierwsze nie chcę być upierdliwa, po drugie musiałabym to robić zbyt często. Przywykam. Niedługo sama zacznę mówić "włanczam", "pan Hendryk" i "dźwi".
Na szczęście w pracy jest internet i nie ma zablokowane nic oprócz radia internetowego. Trudno, Studni nie posłucham, za to kręgosłup nie będzie bolał (nie mam głośników przy komputerze, musiałabym przynosić słuchawki, a mam tylko takie od odtwarzacza mp3, na tyle krótkie, że musiałabym siedzieć lekko pod biurkiem w bardzo nienaturalnej pozycji). Dzień zaczynam od herbaty (ostatnio yerba mate, bo kawa tu jest niedobra, a yerby nikt mi nie będzie podpijał ;) ), sprawdzenia poczty i forum Studni, rozwiązania kilku głupich quizów na facebooku i krótkiej gry w Mafia Wars. Potem trochę uzupełniam bazę i zaglądam na demotywatory.pl. Potem jem kanapkę i wzrokiem usiłuję zmusić zegar, żeby szybciej przesuwał wskazówki. O 15:30 wychodzi Sekretarka Starsza i wtedy muszę chwilę pogadać z Sekretarką Młodszą. Problem w tym, ze nadajemy na trochę innej częstotliwości. Nie zapominawszy o mądrościach ludowych (jeśli wpadłeś między wrony, musisz krakać tak jak one) udaję, że interesują mnie katalogi z kosmetykami i oferty drogerii. Żeby całkiem nie zwariować cały czas mam włączone gg i Stiopę na linii. Myślę, że sporo ciekawostek wydobędę z archiwum gg i tu zamieszczę.
Na dzisiaj koniec - uzupełniam bazę ;)
1 lipca 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)

