24 lipca 2009
Inni
Od 4 miesięcy doświadczam na własnej skórze, jak ciężko jest być innym w dość jednolitym środowisku. I nie chodzi o jakieś szykany czy prześladowania. Nikt mnie nie gnębi ze względu na przekonania religijne, pochodzenie etniczne czy kolor skóry. Ale nie da się ukryć, że lekko się tu wyróżniam i czasem jest z tym dość ciężko. Sporą część dnia muszę spędzać z ludźmi, z którymi bardzo niewiele mnie łączy. Nie śmieszą mnie te same rzeczy, nie podzielam ich poglądów na temat przedstawicieli innych ras czy narodów, nie jeżdżę w te same miejsca na wakacje, czytam inne książki, oglądam inne filmy, słucham innej muzyki, lubię inne stacje radiowe. Nawet po polsku mówię inaczej. I wbrew pozorom nie chodzi o naleciałości gwarowe ;) Po prostu często czuję, jak bardzo tu nie pasuję i jak bardzo jest to męczące. Środowisko, w którym spędza się 1/3 doby ma na nas jednak spory wpływ. Już przestało mnie męczyć wstawanie bladym świtem, za to chyba bywam rozdrażniona jak nasłucham się wielu "mądrości" w pracy. Na początku próbowałam podsuwać jakieś argumenty i trochę podyskutować na dany temat, ale to w ogóle nie przynosi żadnych skutków, więc po co. Tu wszystko jest jasne, czarne albo białe, nie ma żadnej skali szarości, wszystko jest oczywiste. Naprawdę żal, że ludzie po studiach, pracujący w instytucji na poły naukowej potrafią myśleć tylko stereotypami. Czarni kradną, Arabowie są brudni, a wszyscy TW współpracowali świadomie. Nie ma miejsca na żaden relatywizm, na żadne "ale". A ja i tak robię za miejscowego freaka bo mam jednego dreda i nie chcę wyjść za mąż. Poza tym mówię "włączać".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
tak trzymać, proszę pani, tak trzymać! a niedługo skończy się przecież ta mordęga ;-)
Prześlij komentarz