10 lipca 2009
nudzi mi się
Czyli dzień jak co dzień. Wypełnianie tabelki szumnie zwanej bazą danych jest zajęciem bardzo monotonnym, szczególnie, że w kółko pojawiają się te same nazwiska i funkcje - robota polega więc na używaniu opcji kopiuj/wklej z dużą częstotliwością. Jak już wiadomo, z koleżankami nie bardzo mam o czym rozmawiać, już prędzej z Szefową (ona nawet ogląda filmy Svěráka czy Hřebejka), ale wpada do sekretariatu na chwilę lub dwie i idzie do siebie. Herbata, kanapka czy wycieczka do toalety pomagają tylko na chwilkę. Śmieszne bywają rozmyślania Sekretarki Młodszej, ale staram się z niej nie nabijać. Chociaż nie wiem, co mam zrobić, jak od osoby kończącej historię na uniwersytecie słyszę, że właśnie się dowiedziała z gazety, co to była ta Pomarańczowa Alternatywa (bajdyłej, niedawno w empiku wpadła mi w ręce książka - zbiór wywiadów ze znanymi wrocławianami, wypowiadał się m.in. szef naszego oddziału; opowiadał o tym, jak w jego gabinecie w instytucie historii przesiadywał Fydrych z kolegami i nadawali kształt Pomarańczowej Alternatywie). Stiopa zastanawiał się, w jaki sposób Sekretarka Młodsza tłumaczyła sobie obecność krasnali we Wro. Poza tym poraża jej znajomość języka ojczystego. To właśnie ona mówi "pan Hendryk", "chcem", "rozumię", nie zna zasad interpunkcji i nie potrafi odmieniać nazwisk. Co więcej, ma polonistkę biurko obok, więc pyta o co "trudniejsze" nazwiska, po czym decyduje się napisać je w mianowniku, "bo dziwnie brzmi". Zaczynam myśleć, że ten staż to jakiś rodzaj kary za grzechy... Trafiłam do piekła dla purystów językowych!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz