9 lipca 2009

wymiana teczek

Właśnie czekam, aż mi z magazynu przyślą nowy zestaw akt i się nudzę ;) Gmail i Mafia Wars już zaliczone, yerba w kubku się kończy, dziennik poczty wychodzącej uzupełniony. Były nawet zajęcia ruchowe - przestawianie kwiatów blokujących drzwi do magazynu akt i wycieczka po wodę do kwiatów (na naszym piętrze nie ma wc, trzeba pobiegać po schodach). No i póki co arsenał biurowych rozrywek mi się skończył, więc postanowiłam coś napisać.
Mam obawy, że blog zamiast o sposobach na nudę w pracy stanie się zbiorem historyjek o wielu wadach tracenia 8h dziennie w tym biurze. A problem polega głównie na tym, że brakuje tu czegoś, co by mnie łączyło z koleżankami z pracy. Zero zbieżności gustów muzycznych/literackich/filmowych, zero wspólnych tematów i poglądów. Może i to powinno prowokować ciekawe dyskusje, ale po tym, jak na samym początku stażu oznajmiłam, że właśnie przeczytałam książkę Cejrowskiego i mi się podobała, ale nie podobają mi się jego poglądy i w odpowiedzi zostałam okrzyczana, zagłuszona i w ogóle, przestałam się wychylać.

Godzina 11:59
Ciągle nie mam teczek do uzupełniania bazy, już się nawet o nie upomniałam. Grzebię na allegro i w sklepach internetowych z drewnianymi zabawkami, bo wymyśliłam sobie taki prezent dla rocznego bratanka, a w Carrefourze zlikwidowali stoisko z zabawkami z drewna.
W sekretariacie generalnie wieje nudą, na każdym biurku. Sekretarka Starsza przegląda kolorowe pisma (przyniesione przez Szefową, żeby było jasne) i co chwila wzdycha "ale ten bukiet śliczny", "ale ta kiść winogron piękna"... Wcześniej były opowieści autobusowe, taki stały cykl o pasażerach wrocławskiej komunikacji zbiorowej. O tym, że brzydko pachną papierosami, alkoholem lub po prostu brakiem higieny, gapią się dziewczynom w dekolty, wiercą się, wiozą duże bagaże albo głośno rozmawiają, nie ustępują miejsca i - najgorsze z możliwych - jeżdżą na gapę! Dzisiejszy odcinek był o pani z posiniałymi stopami w złotych sandałach, która tak głośno rozmawiała na przystanku przez telefon (o kosztorysach, dostawach i terminach - Sekretarce Starszej nie umknie żaden szczegół, chociaż podobno czytała na tym przystanku książkę), że aż jakieś dziecko się rozpłakało.
W ogóle Sekretarka Starsza jest dość dziwną osobą. Jest bardzo miła, pomocna i uczynna, ale jednocześnie dość irytująca. Żyje w jakimś innym świecie. Nosi halki i dziwi się, że jej gorąco w upał. Boi się przeciągów do tego stopnia, że marudzi jak chcemy włączyć wentylator. Dziwi się, że jeden z historyków sam upiekł karpatkę na własne urodziny i nie poprosił żony o pomoc. Zawsze mówi "dźwi" zamiast "drzwi", ale poprawia nas jak źle wymówimy nazwę francuskiego marketu. Nie przeszkadzają jej geje, ale wszyscy czarni i Arabowie są źli. Nosi rozmiar 38 i ciągle narzeka, że jest gruba. Po powrocie od fryzjera zlewa głowę spirytusem, żeby się niczym nie zarazić. Ma wyimaginowane cienie pod oczami i twierdzi, że w ogóle wygląda gorzej niż jej koleżanki. Mnie ręce opadają ze świstem albo muszę się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Jak zaczyna się tu dyskusja o innych nacjach albo takich pierdołach jak waga, obwód bioder, rozmiar ciuchów, kremy na cellulit etc. lub kolejny niekończący się tu temat, czyli uprawa kwiatów doniczkowych, szczególnie storczyków, udaję bardzo zapracowaną, bo nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie śmieszą te problemy :)

Godzina 12:36
Przynieśli teczki

Brak komentarzy: