Już ponad 2 miesiące nie muszę wstawać o 6:15 i jeździć autobusem na drugi koniec miasta. I to zdecydowanie plus. Minus jest taki, że znów dorwała mnie jakaś depresja i chodzę cały dzień w piżamie. Nawet kot już chyba nie może na to patrzeć i dzisiaj zafundował mi kilkadziesiąt minut felinoterapii. Za to jutro muszę się z lekka wystroić, bo czeka mnie kolejna rozmowa o pracę. Mam nadzieję, że tym razem nikt nie będzie się upierał przy tym, że w węgierskim jest 18 przypadków (sporo, jak na język niefleksyjny). Ale już się boję tych wszystkich durnych pytań. Mam nadzieję, że nie zapytają, co takiego fajnego jest w ich firmie, że chcę akurat tam pracować, bo nawet nie pamiętałam, że wysłałam tam CV. Musiałam grzebać w wysłanych mailach, żeby w ogóle wiedzieć, o co chodzi.
Są i miłe niespodzianki - po 3 miesiącach odezwał się naczelny "Pana Slawisty", mają niezłą obsuwę, ale recenzja "Białej gorączki" się ukaże. A ja mam pomysł na kolejny tytuł do recenzowania - "Piaskowa Góra" :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz