Kolejne starcie na placu manewrowym, termin jeszcze nieznany. Ja się cieszę, że tym razem idzie lepiej niż w liceum (nie żebym była mało inteligentna, ale wtedy teorię zdawałam trzy razy :D). Zdaje mi się, że po 10 sesjach na studiach mogę wciągnąć każdą ilość zestawów pytań w kilka dni, a przed studiami takiej umiejętności po prostu mi brakowało. Grunt, że teoria zdana. A, no i trafiło mi się moje ulubione pytanie z puli, a jest ich ok. 500 - "na miejscu wypadku znajdujesz urwany lub odcięty palec jednej z ofiar, co robisz?
A. owijam palec jałową gazą, wsadzam w suchy worek foliowy i obkładam lodem (btw, ciekawe, kto wozi lód w samochodzie?).
B. zamrażam.
C. zostawiam palec tam, gdzie leży.
Pytanie wyjątkowo mi się podoba ;), bo kolega kiedyś znalazł urwany palec na obozie w Wilczu. Właściciel palca był w takim szoku, że po prostu wsiadł do samochodu i odjechał. A kolega wsadził palec w worek i powiesił na drzewie. Raczej nie było sensu zawijać go w gazę, bo leżał w piachu i kurzu, a o lodzie na obozie raczej nie ma co marzyć... Ale palec się zgubił, w tajemniczych okolicznościach opuścił worek i zaczął żyć własnym życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz