19 kwietnia 2010

sesja na raty

Miałam mieć egzamin. Miałam się uczyć. Ale odwołali zajęcia, egzamin mam za miesiąc. I zamiast zacząć już dziś męczyć się fonetyką i fonologią, buszuję w sieci. Znalazłam niezły blog o dziwnych/ciekawych/irytujących przygodach w pracy bibliotekarza. Tak, tak, oni też mają przygody! Blog dodałam do swoich ulubionych, więc nie będę tu już linkować. Polecam, jeśli akurat się nudzicie w pracy ;)
Ja się ostatnio w ogóle nie nudziłam, bo tzw. życie przygotowało dla mnie kilka niespodzianek. Za the best of the week uważam niespodziankę z wrocławskim PUP-em w roli głównej. Otóż byłam umówiona na spotkanie z doradcą zawodowym, na konkretny dzień i godzinę. Więc poszłam. Byłam na miejscu nawet nieco przed czasem. I co z tego, skoro PUP się przeprowadził?! Nowe miejsce znalazłam nawet całkiem sprawnie (tylko kilka przystanków autobusem, potem kawałek z buta i już), szkoda, że zanim znalazłam właściwą osobę pokierowano mnie do dwóch miejsc zupełnie bez sensu. A tam wszędzie numerki, kolejki... No więc postałam najpierw na piętrze pierwszym, potem na drugim, żeby w końcu się dowiedzieć, że już od godziny powinnam być na czwartym. I jeszcze tekst pani doradczyni: - "O, pani Agatko, miała pani być o 8:30". Pisałam już, jak uwielbiam zdrobnienia, szczególnie, gdy z kimś rozmawiam pierwszy raz w życiu i do tego raczej nie na stopie koleżeńskiej? Gorsza dla mojego ucha mogła być tylko Agusia, no ale do tego się pani nie posunęła. na szczęście. Po wyjaśnieniu, że nikt nie pofatygował się, żeby mnie poinformować o zmianie miejsca spotkania (umówionego jeszcze w lutym!) pani doradczyni wspaniałomyślnie załatwiła mi pierwszy wolny termin u swojego kolegi - już za cztery tygodnie.
Warto dodać, że nie cały PUP się przeprowadził, więc musiałam jeszcze wrócić do starej siedziby podbić legitymację ubezpieczeniową. I chciałam zgłosić wyjazd za granicę. Ale okazało się, że nie mogę sobie w połowie kwietnia zgłosić, że w połowie maja wyjeżdżam. Muszę to zrobić dzień przed wyjazdem. Nie zapytałam pani z okienka, czy pozwoli mi to zgłosić w piątek, skoro wyjeżdżam w niedzielę...
Poza tym jako remedium na nudę stosuję wolontariat w pewnej wrocławskiej fundacji. Udzielam korepetycji z angielskiego i nawet dajemy radę z moją uczennicą ;)

Brak komentarzy: