9 maja 2010

mimika niedźwiedzia

Egzaminy za tydzień, ja niewiele umiem, ale mam to w nosie, bo zaraz po tych męczarniach jadę do Lwowa :) A to coś, co tygryski lubią najbardziej. A poza tym już 7 godzin spędziłam za kierownicą i nie jest tak źle, jak mogłoby być po 8 latach przerwy w nauce jeżdżenia samochodem. Auto całe, instruktor też, ja podobnie.
Jutro się dowiem, co z kursem grafiki i DTP, ale obawiam się, że musiałabym czekać jeszcze długo, a to się robi nudne. Poza tym jest szansa na robotę w kolejnym biurze (oby nie tak mrocznym jak poprzednie)...
A dzisiaj zwiałam z zajęć, bo jednak konwersatorium z pedagogiki chyba nie jest po to, żeby dowiadywać się, że niedźwiedź ma ubogą mimikę, a największe szanse przetrwania katastrofy nuklearnej mają owady... No błagam. To mnie w tych studiach wkurza bardziej niż "koleżanki", szczególnie te pracujące w szkołach i przedszkolach. Czy człowiek po kilku(nastu) latach w przedszkolu musi zdziecinnieć? Chociaż to chyba złe określenie, bo przedszkolaki są jednak bardziej wporzo.
Chyba wychodzi na to, że jestem dosyć aspołeczna. Ale coś w tym jest ;)

Brak komentarzy: