22 czerwca 2010

"kto nie umie depnąć na gaz, powinien chodzić pieszo"

A było już co robić i to nawet stawało się męczące. Ale - mam prawo jazdy :) Zdałam przy pierwszym podejściu, ale egzamin uważam za traumatyczny. Jeśli ktoś chce zdawać w Las Vęglas, ostrzegam, że w tutejszym WORDzie pracują niezłe buraki. Szczególnie niejaki Wieczorek jest burakiem pastewnym do kwadratu. Na koniec prawie godzinnej jazdy (w tym 4 lub 5 kółek po "ślimaku" koło osiru, bo zdaniem buraka nie chciałam wykonać zadania, które dla mnie przygotował, czyli nie rozpędziłam się do 50 km/h na rzeczonym "ślimaku") usłyszałam, że egzamin zalicza, ale mam nie żałować, że zdałam go tak szybko... WTF? Poza tym stwierdził występowanie u mnie zdolności manualnych (znaczy długopisy mogę składać chałupniczo?), za to brak mi zdecydowania i stąd moja jazda jest mało dynamiczna. No cóż, na kursie ciągle słyszałam "Agata, wolniej...", a mój pierwszy instruktor mówił, że mam nogę z betonu :P No i te elementy zaskoczenia na egzaminie - np "proszę się rozpędzić co najmniej do 50 km/h" na drodze, na której za każdym skrzyżowaniem stoi znak ograniczenia prędkości do 40, albo proszę jechać tam w prawo, a tam stoi zakaz wjazdu. Na szczęście ze spostrzegawczością u mnie źle nie jest. A pan burak nie wiedział, że żeby mnie oblać starczyło mi kazać zaparkować prostopadle w miejscu, gdzie jest dość wąsko ;) Tak czy siak - przygoda z WORDem zakończona.
Za to ciągnie się za mną zaległy egzamin z metody terapeutycznej na logopedii, bo mimo że zapisałam sobie datę i godzinę w jakichś 3 miejscach, poszłam na test godzinę za późno. A że egzamin trwał jakiś kwadrans, nie miałam szans. No więc już 2 podejścia do zaliczenia na konsultacjach skończyły się na oszacowaniu ilości osób w kolejce i stwierdzeniu - przyjdę następnym razem. W środę zamierzam iść na tyle wcześnie, żeby być pierwszą w kolejce i w nosie mam, że drugi rok chce wszystko zaliczyć w czerwcu, bo się chcą bronić. Za to w kolejce spotkałam dziewczyny z roku z polonistyki. Oczywiście żadna w zawodzie wyuczonym nie pracuje, mimo że specjalizację miały bardziej życiową niż moja krytyka ;) no i też chcą być logopedkami. (o, a słownik z mozilli uważa, że to zawód dla mężczyzn i mi logopedki podkreśla usiłując zmusić mnie do poprawienia na logopedów - płeć też mamy sobie poprawić?).

Brak komentarzy: