15 września 2010

podwyżka ;)

Wczoraj zdałam egzamin z karty i receptur, co znaczy, że wiem, która kawa ma duże ziarna (jak karaluchy), która rośnie na wulkanie, która jest mocna, która kwaśna, która to Bordeaux wśród kaw i skąd się wzięła kawa monsunowa. Wiem, ile co u nas kosztuje i skąd się bierze najdroższa kawa świata. Ale dla mnie najważniejsze, że zdany egzamin = podwyżka ;) W przyszłym tygodniu zaczynam szkolenie w sklepie i będzie to koniec mycia garów w pracy, hura!
Na dziwnych klientów jeszcze nie trafiłam, tylko raz się na mnie pani obraziła, że nie mam wystarczającej ilości kawy z Jemenu (Bordeaux wśród kaw ;) ) i muszę wezwać posiłki z drugiego lokalu (jakieś 200m dalej) i sobie poszła. Dobrze, że wzrok nie może zabijać...
Przygód z komunikacją miejską w drodze do/z pracy póki co nie zarejestrowałam, ale dzisiaj sobie zafundowałam ponad dwugodzinną wycieczkę autobusem po Wrocławiu - a zwykle ta trasa zabiera mi najwyżej 40 minut. Dobrze, że w torebce mam zwykle wszystko, co się może przydać, w tym suchy prowiant na wypadek utknięcia w autobusie. Dwie garście migdałów uratowały współpasażerów przed słuchaniem, jak mi kiszki marsza grają.

Brak komentarzy: